Przywitałam się z przyjaciółmi i wspólnie zjedliśmy śniadanie. Kiedy byliśmy gotowi, chłopcy wzięli gitarę i pojechaliśmy pod szpital. Udaliśmy się do sali, w której przebywał Niall i Louis. Przed drzwiami zatrzymaliśmy się. Chciałam mieć pewność, że są na to gotowi.-Jesteście gotowi?-spytałam niepewnie.-To nie jest przyjemny widok.-Jesteśmy braćmi.....więc spokojnie.-uspokoił mnie Liam, głaszcząc moje ramię.Pchnęłam drzwi i uśmiechnęłam się do Louisa, zerkającego w stronę drzwi.-Liam, Zayn, Harry! O i nawet Gary!-ucieszył się chłopak, jednak ból jaki sprawia mu jakikolwiek ruch uniemożliwił mu przywitanie się z przyjaciółmi.
***
Dzień spędziliśmy bardzo miło. Chłopcy wspólnie śpiewali i mówili do Niall'a. W pewnym momencie miałam wrażenie, że poruszył dłonią, jednak nie byłam tego do końca pewna.-Liam, czy to możliwe żeby Niall poruszył dłonią?-spytałam chłopaka.-Szczerze to nie wiem, a dlaczego pytasz?-Kiedy śpiewaliście jego solo, poczułam że poruszył palcami. Nie wiem czy jest to możliwe, dlatego pytam. Może tylko miałam takie wrażenie.-odpowiedziałam zrezygnowana.-A może to ten czas. Nie ma go z nami już od kilku tygodni. Miejmy taką nadzieję! Wezmę chłopców i Gabi na obiad.-przyjaźnie się do mnie uśmiechnął, głaskając moje plecy.-Przynieść ci coś?-Jakbyś mógł! Jestem strasznie głodna.-złapałam się za brzuch i uśmiechnęłam.-Nie ma problemu. Chłopcy idziemy coś zjeść! Gabi chodź z nami.-Liam zgarnął wszystkich i po chwili już ich nie było. Ja natomiast wzięłam głęboki oddech i usiadłam na łóżku obok mojego kochanego. Objęłam jego dłoń.-Jestem pewna, że to się stało! Że już dziś do nas wrócisz. Wszyscy za tobą tęsknimy i to bardzo! A ja tak bardzo cię kocham. Tak bardzo mi ciebie brakuje. Twojego dotyku, głosu, uśmiechu, a nawet tego zaraźliwego śmiechu.-na same wspomnienia zaśmiałam się, a łzy powoli zaczęły spływać po moim policzku.-Tak długo na ciebie czekamy.-wtedy to się stało. Poczułam ściśnięcie dłoni, spojrzałam na nią i on naprawdę ruszał palcami. Przeniosłam wzrok na jego twarz. Powieki zaczęły drgać, a po chwili ujrzałam te piękne, niebieskie oczy. Zaczęłam płakać.-Dziękuję.-szepnęłam, całując jego dłoń. Pobiegłam po lekarza, który nie pozwolił mi wejść do sali podczas badań. Siedziałam na korytarzu z niecierpliwością czekając na przyjaciół.-Co jest? Dlaczego tutaj siedzisz?-zapytał zdziwiony Lou.-Niall...on...on...obudził się!-pojedyncze łezki zaczęły spływać po moim policzku. Chłopcy zaczęli skakać i krzyczeć.Kiedy lekarz wyszedł z sali uspokoił ich i poprosił mnie do swojego gabinetu. Przeraziłam się.-Z Niallem jest wszystko w porządku. Na szczęście nie ma amnezji. Musi dużo odpoczywać, potrzebuje spokoju. Prosiłbym aby wszyscy na raz do niego nie wchodzili.-Ale to są przyjaciele. Niech chociaż na chwilę do niego wejdą. Pan nie wie co my przeżywaliśmy!-Dobrze, ale tylko na chwilę.-Dziękuję! Mam jeszcze pytanie, kiedy będzie mógł wyjść?-Za tydzień. Chcemy przeprowadzić kilka badań.-Dobrze. Dziękuję raz jeszcze!-Proszę bardzo.Przyjaciele nadal czekali przed salą. Wytłumaczyłam im jak powinni się zachowywać. Chcieli abym to ja weszła pierwsza, porozmawiała chwilę z chłopakiem, a później dopiero ich zawołała. Tak też zrobiłam.Niepewnie chwyciłam za klamkę. Podeszłam do łóżka i spojrzałam na Nialla. Oczy miałam zaszklone.-Hej kochanie.-nie mogłam się napatrzeć na niego! Promiennie się uśmiechnął i zachrypniętym głosem odpowiedział.-Tak bardzo tęskniłem.- usiadłam na łóżku, a on od razu chwycił moją dłoń. Musnęłam delikatnie jego usta.-Nigdy więcej cię nie zostawię!
Nie miałam zamiaru wracać do domu. Chciałam być przy nim dzień i noc. Niestety zabierali go na dodatkowe badania, a mnie kazali pójść do domu, odpocząć i wrócić rano. Ta noc nie należała do najłatwiejszych.
Męczyłam się bardzo długo, szlochając w poduszkę lub koszulkę chłopaka. W końcu odpłynęłam, na chwilę zapominając o brutalnej rzeczywistości.
Tak dobrze mi się spało, nie chciałam w ogóle otwierać oczu. Ale moja najlepsza przyjaciółka wyciągnęła mnie siłą z łóżka już o 10. Zrobiła dla mnie naleśniki wraz z soczkiem ze świeżo wyciśniętych pomarańczy. Zjadłam porcją naszykowaną dla mnie i poszłam do łazienki, aby się odświeżyć. Wczoraj, jak już wróciłyśmy nie miałam ochoty na kąpiel, postanowiłam, że zrobię to rano.Przeglądając się w lustrze doszłam do wniosku, że powiedzenie że wyglądam strasznie, to zbyt słabe określenie. Zmyłam zaschnięty makijaż i rozczesałam swoje długie, ciemne włosy. Wanna zdążyła wypełnić się ciepłą wodą i pianą. Wrzuciłam brudne ubrania do kosza na pranie i weszłam do wanny. Relaksowałam się, nie wspominając nocy. Ciesząc się nowym dniem, który obdarzył mnie optymistycznym podejściem do wielu spraw.Owinęłam się białym, miękkim ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Wyciągnęłam czyste rzeczy, po czym włożyłam je. Razem z Gabi udałyśmy się do hotelu, w którym chłopcy mieli zarezerwowany pokój. Zabrałyśmy kilka z ich rzeczy i pojechałyśmy pod szpital.Pod szpitalem była masa ludzi. Najwidoczniej wiadomość o chłopcach w szpitalu, dotarła już wszędzie. Było tam pełno fotoreporterów, dziennikarzy i przede wszystkim wiele zapłakanych, oddanych fanek, które śpiewały piosenki chłopców. Zauważyłam, że okno od sali, w której znaleźli się obydwaj chłopcy jest otwarte, a po chwili pojawia w nim się Louis wraz z lekarzem, który pomaga mu utrzymać się na nogach. Macha fankom, które zaczynają głośno płakać i piszczeć, od początku zaczynają śpiewać, powtarzając że chłopcy z tego wyjdą. Że one się modlą za nich, będą tu dopóki nie zobaczą chłopców wychodzących z tego okropnego miejsca. Louis przesyła im całusa i znika. Patrzymy na reakcję wszystkich i ruszamy w stronę głównego wejścia do szpitala, które obstawiają policjanci. Aby dostać się do budynku należy pokazać dowód tożsamości. Nie miałyśmy z tym problemów, ponieważ zostali oni poinformowani przez personel iż jesteśmy powiązane z chłopcami. Windą udałyśmy się na trzecie piętro, prosto do sali numer 249. Weszłyśmy do pomieszczenia z uśmiechami i przywitaliśmy się z chłopcami. Wymieniłyśmy kilka zdań z Louisem, po czym Gabi zabrała go na małą przechadzkę, pozwalając mi zostać z Niallem. -Hej kochanie. Mam nadzieję, że czujesz się dobrze. Przyniosłyśmy wam kilka przydatnych rzeczy. Twoi rodzice dziś będą, zatrzymają się u nas, a i wzięłyśmy wasze rzeczy do mojego domu i zapłaciłyśmy za hotel. Nie gniewacie się prawda?-musiałam wyglądać głupio, ponieważ mówiłam do mojego nieprzytomnego chłopaka, ale potrzebowałam rozmowy z nim, nieważne w jakim stanie był. Siedziałam obok łóżka, głaskając jego dłoń.-Dzwoniłyśmy również do chłopców, chcą przyjechać. Odwołali wasz występ w MMNightShow. Przeprosili fanów i obiecali dodatkowy, darmowy koncert kiedy będziecie już w pełni sił.
SIEDZIAŁYŚMY z chłopcami do późnego wieczora. Okazało się, że chłopcy przylecieli razem z rodzicami Nialla i zatrzymali się w moim domu. Kiedy wróciłyśmy do domów, wszyscy już spali. Udałam się do swojego pokoju, wzięłam piżamę i weszłam pod prysznic. Zmywając z siebie nieprzyjemne uczucia, towarzyszące mi w szpitalu. Kiedy byłam już czysta i pachnąca, położyłam się do łóżka i po chwili zasnęłam.
WSTAŁAM pierwsza, zaparzyłam kawę i zabrałam się za robienie jajecznicy. Nawet nie po dziesięciu minutach do kuchni wszedł zaspany Harry, w luźnej koszulce.-Hej Harreh!-rzuciłam mu się na szyję.-Eeee, ja nie jestem Harry.-szerzej otworzyłam oczy.-Jak to?!-spytałam zdziwiona, na co chłopak zaczął się śmiać.-Jestem Gary, brat bliźniak Harry'ego.-poje policzki automatycznie się zaróżowiły.-Oooou, to wszystko jasne. Wybacz mi, ale nie miałam pojęcia, że Harry ma brata!-sama zaczęłam się z siebie śmiać.-Nie miałam szansy poznać cię podczas ostatniej wizyty chłopców. -Tak, od razu po koncercie musiałem wrócić do Londynu. Jestem modelem, więc też mam napięty grafik. -odparł siadając na jednym z barowych stołków.-Napijesz się kawy?Zjesz jajecznicę?-zaproponowałam.-Z chęcią.-posłał mi piękny uśmiech. Zaraz po tym usłyszałam śmiech i huk. Odwróciłam się i ujrzałam chłopców zbiegających, a raczej spadających ze schodów.